Do biegu… gotowi… start!

Ostatni dzień sierpnia, dla wielu dzieci już jutro pierwszy dzień szkoły i koniec wakacji. Sami mamy te czasy już dawno za sobą, chociaż chętnie cofnęlibyśmy się o kilkadziesiąt lat. Jedni woleliby błogi czas wakacji inni natomiast nie mogliby się doczekać powakacyjnych spotkań ze szkolnymi kolegami i koleżankami. Obecnie natomiast wrzesień nie zmienia za wiele w naszym życiu. Możemy jedynie cieszyć się, że upały przemijają i nadchodzi przyjemne lub też nie ochłodzenie.

Nadchodząca jesień przynosi nam chłodne poranki oraz wieczory, co może być motywacją do ruszenia się z domu i aktywności fizycznej. Letnia pogoda nie do końca sprzyjała przyjemnym biegom, a raczej męczarni, z której wracaliśmy cali mokrzy. Teraz jest idealny czas, żeby w końcu się ruszyć i zadbać o siebie. Sięgnijmy więc po sportowe buty i do biegu… gotowi… start! Może niekoniecznie od razu tak szybko. Pamiętajmy, żeby pierwszego dnia się nie nadwerężać. Zbyt duży dystans na samym początku może skutecznie zniechęcić nas do dalszych treningów. Powinniśmy stopniowo zwiększać swój dystans, zaczynając od najniższego pułapu. W miarę upływu czasu nasz organizm przyzwyczai się do coraz większego wysiłku i będziemy mieli więcej możliwości. Pamiętajmy także o właściwej rozgrzewce. Zarówna ta, jak i niestawianie sobie od razu zbyt wysokich celów pozwolą uniknąć problemu z zakwasami.

Największym problemem jest zazwyczaj brak motywacji. Pierwszym i najważniejszym krokiem będzie podjęcie decyzji i debiut. Jeżeli już zaczniemy, kolejnego dnia będzie znacznie łatwiej. Możemy namówić naszych przyjaciół, aby pobiegali z nami. Czas szybciej upłynie i cały ten jogging stanie się o wiele przyjemniejszy.

woman-jogger-jogging-sport-large

Advertisements

Karnawał Zdrowia

Karnawał Zdrowia kojarzy mi się przede wszystkim z festiwalem warzyw i owoców, aktywnością fizyczną – i dobrze mi się kojarzy! Jednak to nie wszystko Karnawał Zdrowia promuje, poza zdrową dietą i uprawianiem sportu, profilaktykę!

4 lutego – Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem. Z tej okazji ING Życie i Towarzyszenie Polskie Amazonki Ruch społeczny zorganizowało wydarzenie o wdzięcznej nazwie “Karnawał Zdrowia”. Tego dnia można było nie tylko nauczyć się energicznej zumby, ale również zrobić b e z p ł a t n i e badania profilaktyczne – test na obecność wirusa HIV, morfologię krwi, skonsultować się z dermatologiem dotycząca podejrzanych znamion skórnych, czy mammografię.

Super inicjatywa!  Tego dnia przeprowadzono ponad siedemset badań! Ludzie żyją w stresie, w biegu, zapominając o sobie samym, o swoim zdrowiu. Oby więcej takich przedsięwzięć, ponieważ świadomość Polaków, co do konieczności regularnych badań profilaktycznych jest bardzo mała. Niestety – wybieramy się do lekarza, kiedy nasz zły stan nie pozwala nam już normalnie funkcjonować i załamujemy lekarza słynnym tekstem “ale Panie Doktorze, jeszcze wczoraj tego nie było, przysięgam!”.

Jak wiecie mieszkam we Wrocławiu i mam ogromną nadzieję, że tutaj również powstanie takie “miasteczko badań”. Ludzie powinni częściej sprawdzać swój tan zdrowia, aby uniknąć przykrych niespodzianek.

Jestem facetem, nie potrzebuję pomocy!

Ile razy słyszę takie stwierdzenie? Wygłaszane z całą powagą przez osobnika łączącego wyleniały, rzadki wąsik, drżące ręce i rozbiegane spojrzenie – bawi do łez. A raczej bawiłoby – gdyby nie całkowicie męskie współczucie.

Bo tylko osoby, którym brakuje pewności co do własnego “ja” utrzymują, że nie potrzebują pomocy. Że same poradzą sobie ze wszystkim, co rzuci im w twarz los. Że dadzą radę – sami, samotni, tacy męscy.
Jaaaasne. Po prostu boicie się, że ktoś uzna was za słabeuszy. I nieważne, że zdajecie sobie sprawę z tego, że wyzwanie was przerasta – ot, po prostu przegracie, ale we własnych oczach będziecie bohaterami. Jaka publiczność, taki bohater.

W korzystaniu z pomocy i wsparcia nie ma nic złego. Wyobraź sobie dwóch facetów i wielki, taki naprawdę wielki głaz. Obaj chcą go przesunąć – i obaj wierzą, że dadzą radę. Głaz jest ciężki. Pierwszy będzie się wstydził poprosić o pomoc – i zrezygnuje albo będzie bezskutecznie walił głową w mur. Drugi realnie oceni możliwości, wezwie wsparcie – i przesunie głaz.
I kto zrobił robotę? Kto zrealizował postawiony przed sobą cel? Samotny wilk – idiota? A może ktoś, kogo “ja” nie ucierpiało na przyjęciu pomocy?

Tak samo jest z ubezpieczeniami. Jeden powie, że na pewno da radę sam – i nie kupi ubezpieczenia na wypadek zachorowania na raka. Przyjdzie choroba – a z nią depresja, poczucie klęski, samotność… a co gorsza – pogorszenie losu rodziny. A dumny, samotny wilk nie będzie w stanie zrobić niemal nic – i tylko wielki ładunek szczęścia może mu pomóc.

ubezpieczenie na wypadek zachorowania na raka

Drugi z kolei uzna, że przy takim przeciwniku jak rak potrzebuje wsparcia – i ubezpieczy się. I wtedy – kiedy lub jeśli choroba przyjdzie (bo nie zabezpieczysz się na 100%, nigdy) – to jego rodzina utrzyma poziom życia, on sam z kolei otrzyma wszelkie niezbędne badania, dojście bez kolejek do zabiegów, opłaconą terapię alternatywną – a nawet wsparcie psychologa.

Luke nie zniszczył Gwiazdy Śmierci sam. Miał wsparcie – bezcielesny głos mentora i nauczyciela powiedział mu, by użył Mocy – i użył Mocy. I wszyscy, którzy przeżyli – cieszyli się.
Czy Luke był gorszym Jedi dlatego, że przyjął oferowane wsparcie? Nie sądzę.

Dlatego też nie zacinaj się w obawie, że musisz wszystko zrobić sam – albo zginąć. Zaufaj sobie i ludziom, udzielaj i przyjmuj wsparcie. Zmieniaj siebie i świat w którym żyjesz – na lepsze, a przynajmniej ciekawsze.

I ubezpiecz się. To żaden wstyd.

Nie ułatwiaj sobie życia nadaremno

Od razu uprzedzam – nie jestem psychopatycznym, fotosyntezującym ćwokiem w rurkach z trawy i kapeluszu z połówki przyniesionego przez jaskółki afrykańskie orzecha kokosowego. Nie będę was namawiał na rezygnację z samochodów, plastiku, używania ognia i członkostwa w klubie miłośników “Zmierzchu” (świetny film – przez cały seans płakałem ze śmiechu).

Nie, apel o nie ułatwianie sobie życia dotyczy tych wszystkich spraw, w których nasze lenistwo i wygodnictwo triumfuje nad zdrowym rozsądkiem.
Ot na przykład: idziesz po piwo, do sklepu masz pół kilometra. Jest to dla ciebie sytuacja ekstremalna, stwierdzasz więc, że to nieludzkie – i nie idziesz, tylko wyprowadzasz z garażu swoje lilaróż Renault Clio lub (uchowaj Odynie!) udającego sportowe auto Seata z welurowymi dywanikami oraz choinką zapachową o aromacie przeterminowanego chomika – i jedziesz.
Po czym nie próbujesz nawet zachować resztek przyzwoitości – i zamiast skrzynki pakujesz do bagażnika CAŁE dwie butelki, po czym, dumny z siebie, odpalasz na cały regulator największe hity Celine Dion w wykonaniu mołdawskiej reprezentacji Koła Gospodyń Wiejskich – i napawając się własną chwałą wracasz do domu.
Dobre w tym wszystkim jest to, że właśnie skróciłeś sobie życie.

Zgoda, spacer po mieście równoznaczny jest z rozkoszowaniem się niezwykłym aromatem doskonale kupażowanego blendu oleju napędowego, zlewek po całorocznym smażeniu frytek i ciekłego sodu z reaktora – ale przynajmniej dajesz organizmowi sygnał, że wychodzisz na polowanie i naprawdę zależy Ci na wyniku.
Mobilizujesz wtedy wszystkie siły, uruchamiasz ukryte dotąd rezerwy, wspinasz się na wyżyny woli – i masz świadomość, że następnym razem będzie jeszcze lepiej. Poznajesz swoje możliwości – i uczysz się wychodzić poza nie.
No i masz piwo.

A to dopiero początek. Jeżeli Słońce świeci ci w twarz – to nie odwracaj się na drugi bok, tylko rusz tyłek z kanapy i przypomnij sobie, jak obsługuje się żaluzje. Albo jeszcze lepiej – idź i zrób coś pożytecznego.

Podczas gotowania zabrakło składnika? Nie kombinuj, czym by tu zastąpić Jalapeño – bo Jalapeño nie da się zastąpić – tylko zdobądź się na odrobinę wysiłku i wyskocz do sklepu za róg.
Chociaż nie, zły przykład. Jeżeli zabrakło ci czegoś podczas gotowania – to znak, że byłeś źle przygotowany i powinieneś się wstydzić.

Mówią, że motorem postępu cywilizacji jest chęć ułatwienia sobie życia – i tu się zgodzę. Ale zapominają uzupełnić to o stwierdzenie, że kreatywność i nieszablonowe myślenie znacząco różnią się od akcelerowanej grawitacją miłości tyłka i kanapy.

Spartan-toilet-paper

Posadź drzewo. Zetnij drzewo. Spodoba ci się.

Powszechnie wiadomo, że istnieje coś takiego jak osmoza. To znaczy, że rzeczy o wyższym stężeniu przenikają do rzeczy o niższym stężeniu. A to z kolei znaczy, że jeśli umieścisz się obok rzeczy bardzo męskich – albo, nie oszukujmy się, chociaż trochę męskich – to masz szansę, by wyrosły ci włosy na klacie. Albo włosek. Albo chociaż klata.

Niewiele jest rzeczy bardziej męskich niż siekiera. Majestatyczny dźwięk upadającego pod ciosami tytana puszczy, potęga ustępująca przed determinacją…

16364_6455

Dobra. Nie będziesz drwalem. Prawdopodobnie nawet zerwanie kwiatka do ozdobienia kapelusika – bo przecież uważasz, że kapelusik jest taaaaaki uroczy – przekracza twoje możliwości.

Ale nie musisz zaczynać od siekiery. Sporo niższym – ale wciąż więcej niż wystarczającym – potencjałem dysponują dźwięki podobne do (wdech) AXE (wydech).

Na przykład AXA. Tak się składa, że ostatnimi czasy zdarzyło mi się trafić na ubezpieczenie na raka AXA – i nawet mnie to zaintrygowało.

Zaraz zaraz, ubezpieczenie nie jest męskie – zawołasz wyrażającym nadzieję na rychłą mutację głosikiem – przecież prawdziwy facet po prostu idzie przed siebie!

Taaaak. Myśl tak dalej. Zrobi się więcej miejsca i przestrzeni – bo taki tok rozumowania sugeruje przebieganie ulicy “na pałę”, nie kłanianie się kulom i inne durnoty, wymyślane przez nałogowych oglądaczy oper mydlanych i miłośników powieści Jane Austen (“Doprawdy, to było niemal ponad moje siły siedzieć i wołać na mopsika, żeby nie biegał po rabatach.Mopsik… nie, żeby te psy były wiele warte, ale nawet pudle nie zasługują na taki opis!)

Jeżeli jesteś gotów na pewne zmiany w swoim życiu – zapisz sobie: skok ze spadochronem – męskie. Skok bez spadochronu – hipsterskie. Jeżeli uwielbiasz rurki i okularki retro – spróbuj, będzie fajnie!

Ścinanie drzewa siekierą – męskie. Ścinanie drzewa śledziem – ok, dobra, to byłoby całkiem fajne.

Ale wracając: ubezpieczenie to jasne pokazanie: myślę o przyszłości. Pokazuję, że jestem gotowy nawet na to, co nie zależy ode mnie.
Że jestem ODPOWIEDZIALNY.

A to prawie tak męskie, jak bycie drwalem.

Wegetarianizm

Stare powiedzenie mówi: jesteś tym, co jesz. Ja nie chcę być warzywem – i wam też tego nie polecam.

vegetarian-latin-word-bad-hunter-580x672

Jasne, marchewka, cebula, pietruszka – dobra sałatka jest fajnym dodatkiem do posiłku, ale właśnie – dodatkiem. Więc jeżeli tylko spróbujesz odchudzać się WYŁĄCZNIE jedząc listki, korzonki i takie tam, możesz od razu sobie darować. Albo nie dasz rady, albo zostaniesz niemrawym kolesiem w cielistych rurkach – obie perspektywy nie zachęcają.

Jesteśmy wszystko- oraz mięsożerni i żadne kwękanie miłośników drzew tego nie zmieni. Porządny kawał mięsa, warzywa, dużo ruchu – i zobaczysz efekty.

Właśnie – mięso. Jak wspominałem, miałem problemy z cholesterolem i musiałem zmienić dietę. Wołowina, chuda wieprzowina, drób – ale ludzie, drób a nie papka MOM (jeżeli macie wytrzymałe żołądki – zerknijcie sobie na proces tworzenia “tych ślicznych kawałków kurczaka w panierce”) – i krew się ustabilizowała.

Ryby, mimo, że część wegetarian je poleca, też są rewelacyjne – tylko znowu, popatrzcie na ich pochodzenie – chyba, że lubicie mrożone “coś” z wodą, glutaminianem sodu, ołowiem, rtęcią i hormonami.

Uważajcie, co jecie – ale bez sekciarskiego podejścia.

DKMS – zrób coś dobrego!

Jeśli przeczytałeś już moje pozostałe posty, wiesz już, co jest celem tego bloga. Wiesz, co jeszcze możesz zrobić, żeby okazać się prawdziwym facetem? Coś dobrego dla świata. Możesz uratować komuś życie.

Fundacja DKMS zajmuje się szukaniem dawców szpiku kostnego dla ludzi chorych na białaczkę. Gdy nie ma genetycznej zgodności między członkami rodziny, potrzebny jest dawca z zewnątrz. To jak szukanie igły w stogu siana – tylko 5% zarejestrowanych dawców faktycznie oddaje szpik. Im będzie nas więcej, tym łatwiej będzie szukać!

W oddawaniu szpiku nie ma nic niebezpiecznego. W większości przypadków oddaje się szpik z krwi obwodowej – procedura wygląda podobnie, jak oddawanie krwi, z tym, że trwa dłużej. 20% dawców oddaje szpik z talerza kości biodrowej, pod narkozą. Błędne jest przekonanie, że ma to coś wspólnego z kręgosłupem!

Za podróże, tłumacza i group_62350_16f481_hugenoclegi płaci fundacja. Po zabiegu będziesz dochodził do siebie przez tydzień. Przed zabiegiem dostaniesz leki, po których będziesz się czuł, jakbyś miał grypę. Pamiętaj, żeby dobrze przemyśleć decyzję o zarejestrowaniu się  – gdy zrezygnujesz w ostatniej chwili, może się to źle skończyć dla chorego, który cieszy się ze znalezienia dawcy i jest już przygotowywany do zabiegu.

Zarejestrować się jako dawca możesz przez stronę internetową fundacji. Wpisujesz swoje dane, dostajesz pałeczki, pobierasz sobie wymaz z policzka i odsyłasz. I już!

Linki:

http://www.dkms.pl/pl